|
Wurt to odjazd. Wsuwasz piórko w usta i odlatujesz, śnisz, przenosisz się do innego świata, jakże podobnego do gibsonowskiej cyberprzestrzeni. Ale Noon poszedł dalej, bo cyberprzestrzeń, jakby nie było dla nas, ludzi dwudziestego pierwszego wieku, jest czymś normalnym, znanym i obłaskawionym, a jego wurt to odjazd, inny świat, zupełnie inny. Niby to świat snu, ale jakże snu, skoro można się tam zagubić, jak siostra głównego bohatera. Czyli że sen staje się prawdziwy i realny. A że równowaga w przyrodzie musi być zachowana, zamiast dziewczyny z wurtu wypada obcy. I aby ją odzyskać, jego trzeba tam z powrotem wsadzić, to nie jest wcale łatwe. Zakręcone? A jakże!
|